EkoCab Taxi – usługi na haju

22 Kwiecień
2016

EkoCab Taxi – usługi na haju

Chciał człowiek dać szansę na wyjaśnienie i odpowiednie załatwienie sprawy, ale nie wyszło. Naprawdę się starałem, ale widać obsługa klienta w tej firmie jest na podobnym poziomie co ich usługi transportowe. Minęły trzy miesiące, i ponieważ nie dostałem żadnego komunikatu zwrotnego w sprawie mojego zgłoszenia, a jedynie kolejną fakturę, postanowiłem opisać pewną ciekawą sytuację jaka miała miejsce z korporacją EkoCab Taxi, prowadzoną przez Ekocallcenter sp. z o.o. To ci z zieloną koniczynką, jakby ktoś jeszcze nie skojarzył.

Wszystko zaczęło się 28 stycznia 2016 roku – dnia, w którym organizowaliśmy naszą Galę Outsourcing Stars 2015. Najważniejsze coroczna impreza biznesowa, której jesteśmy (piszę w liczbie mnogiej, bo dotyczy to organizacji, którą współtworzę) organizatorem. Musieliśmy dostać się jakoś do Instytutu Energetyki znajdującego się w drugiej części miasta, a że była to impreza wieczorna z przewidzianymi procentowymi trunkami, nie wzięliśmy własnego auta, tylko skorzystaliśmy z usług korporacji, z którą mamy podpisaną stałą umowę na przejazdy firmowe.

Zamówiliśmy więc taksówkę na konkretną godzinę, tak by mieć jeszcze zapas czasu na ewentualne korki i inne niespodziewane sytuacje na drodze i czekaliśmy. Podjazd na czas, a nawet wcześniej (i całe szczęście, bo inaczej pewnie cała sytuacja potoczyłaby się inaczej) – ale kierowca nie spodziewał się chyba, że będziemy na niego czekać na ulicy. W sumie się nie dziwię, bo w większości przypadków pasażerowie wychodzą dopiero jak zostaną poinformowani, czy to telefonicznie czy smsem, że kierowca już oczekuje.

Naćpany kierowca

Tym razem tak się jednak nie stało i wyjątkowo wyszliśmy wcześniej z biura, oczekując na kierowcę na dworze. Widząc auto, które zaparkowało od nas jakieś 50 metrów zrobiliśmy sobie spacerek, aby upewnić się, czy to na pewno nasz kierowca. Podeszliśmy, zajrzeliśmy przez szybę, a tam niespodzianka. Kierowca, niczym świstak, siedział skulony za kierownicą i przypalał sobie zapalniczką jakąś dziwną substancję na folii aluminiowej jednocześnie wdychając wydzielające się z tej mieszanki opary. Złapałem za klamkę, aby zapytać czy to on ma zamiar nas wieźć, ale auto było zamknięte. Kierowca, zaskoczony naszą obecnością, podniósł oczy znad sreberka, otworzył drzwi i wyskoczył na zewnątrz, aby zapakować do bagażnika nasze rzeczy. Wyjątkowo poruszony, z rozbieganymi i przekrwionymi oczami, za wszelką cenę starał się wywrzeć na nas jakieś pozytywne wrażenie, aby przypadkiem nikt o nic nie pytał, i jakby cała sytuacja nie miała w ogóle miejsca. Wraz z moim towarzyszem podróży przetarliśmy oczy ze zdziwienia, popatrzyliśmy po sobie upewniając się, że oboje widzimy to samo, po czym zapytaliśmy się, czy nasz szofer mówi serio. Mówił serio…

Jak się pewnie domyślacie, zrezygnowaliśmy z usług tego kierowcy, bo nie wiadomo jakby taka podróż mogła się skończyć – dla nas, czy dla innych uczestników ruchu. Zmuszeni więc byliśmy zamówić kolejną taksówkę, co już znacznie wpłynęło na wszystkie aspekty związane z podróżą tj.: czas dotarcia na miejsce, komfort oczekiwania na zimnie z bagażami, stres związany z imprezą itp.

Niestandardowa obsługa

Co istotne, zamawiając kolejny pojazd, zgłosiłem u dyspozytora powstałą sytuację opisując całe zdarzenie. Przyjął do wiadomości, ale jakoś się tym nie przejął – a przynajmniej nie dał nic po sobie poznać ani w słowach, ani w późniejszych czynach. Nie wpłynęło więc to w żaden sposób na zorganizowanie nowej taksówki – priorytet załatwiania sprawy identyczny, jak gdyby nigdy nic. Nieważne, że kierowca zawinił i że to umowa firmowa – widać taki standard usług.

Po kolejnych 15 minutach przyjechało kolejne auto – tym razem bez sprawnego jednego reflektora, ale przynajmniej kierowca wyglądał na niepobudzonego i bez żadnych wspomagaczy. Dowiózł nas na miejsce w miarę sprawnie, ale niesmak pozostał.

Po weekendzie postanowiłem zgłosić sprawę do centrali EkoCab Taxi z opisem całej sytuacji, wysyłając odpowiedniego maila do naszego opiekuna handlowego. Cisza. Trwała tak przez trzy dni, po czym od zupełnie innej osoby z firmy otrzymałem maila z comiesięczną fakturą. Długo się nie zastanawiając, ponowiłem moją reklamację – tym razem kierując maila do osoby, od której otrzymałem fakturę. Tym razem zaangażowanie było, ale nie szło w parze chyba z możliwościami i kompetencjami. W ciągu godziny nastąpiła wymiana maili, podczas której dowiedziałem się, że mój opiekun, do którego pisałem maile już nie pracuje (a szkoda, bo wydawał się być odpowiedni – być może za bardzo i nie pasował do schematu ludzi tam pracujących), oraz że (UWAGA, będzie dobre) moja sprawa została wyjaśniona przez centralę od razu po moim telefonie. Tadam! Szkoda tylko, że nic nie widziałem, bo nikt się nie pofatygował, aby poinformować mnie, głównego zainteresowanego, o tym fakcie.

Papieros nowej generacji

Ale to nie wszystko. Najlepsze jest to, jak ta sprawa została wyjaśniona. Okazało się, że nastąpiła pomyłka (oczywiście z mojej strony i drugiej osoby, która w tym czasie ze mną była), i że kierowca wcale nic nie palił, a jedynie skręcał sobie papierosa. O, i załatwione! Dwie osoby nagle w tym samym czasie miały jakieś omamy i przewidzenia, zaś po stronie centrali, rzetelnie na podstawie telepatii od razu zdiagnozowali problem i wyjaśnili całą sytuację. Nic prostszego. Czemu się w ogóle dziwić?

Na koniec maila dostałem jeszcze motywujące zdanie, dla przykładnego obywatela, a mianowicie „Mimo wszystko bardzo dziękuję za czujność”. A proszę bardzo! Staram się jak mogę i skoro do chwili obecnej nie potraficie załatwić odpowiednio tej sprawy, to z miłą chęcią zarażę tą czujnością inne osoby, na wypadek wpadnięcia na pomysł skorzystania z usług firmy EkoCab Taxi.

Zszokowany odpowiedzią i takim postawieniem sprawy po stronie korporacji, pozwoliłem sobie na jeszcze jednego maila, w którym na wszelki wypadek opisałem jeszcze raz sytuację. Dodałem na wszelki wypadek, że pierwszy raz w życiu widziałem, żeby ktoś skręcał papierosa kładąc dziwną substancję (nieprzypominającą w żaden sposób tytoniu) na folii aluminiowej, jednocześnie ją podgrzewając ogniem z zapalniczki i wciągając nosem powstałe opary. Na moją wiedzę w taki sposób nie powstaje żaden papieros, ale być może świat tak poszedł do przodu, że coś mnie ominęło. Swoją drogą – nawet gdyby to był papieros, to zastanawiające jest, że w taksówkach można je palić – jak to się ma do przepisów o zakazie palenia w miejscach publicznych, w środkach transportu czy innych przepisów z tym związanych?

Prezes pomoże

Wyobraźcie sobie, że po tym mailu, który rzekomo bardzo odbiegał od relacji dyspozytorów (naprawdę? Nie zauważyłem) dostałem informację, że moja sprawa została skierowana bezpośrednio do prezesa firmy Ekocallcenter sp. z o.o.. No to już wiedziałem, że nic z tego nie będzie. W jakiej normalnej firmie, tego typu tematami jak reklamacje zajmuje się bezpośrednio prezes?

Jak myślałem, tak też się stało. Przez 10 dni cisza, po czym postanowiłem się przypomnieć. Tym razem w odpowiedzi dostałem informację, że moją sprawą zajmie się kierownik kierowców – podobno osoba najbardziej kompetentna w tej kwestii. Wynika zatem z tego, że jest bardziej kompetentna niż prezes, skoro sprawy do tamtej chwili nie udało się załatwić i została przekazana nowej osobie. Ta osoba jednak też nie udźwignęła tematu, bo do dzisiaj (jeszcze kilka dni i minie trzeci miesiąc od zdarzenia) nie było już w tej sprawie żadnego kontaktu. Nic, null, zero.

Co jeszcze możemy dla pana spieprzyć?

W między czasie korzystaliśmy z usług tej korporacji kilka (a może kilkanaście razy), cały czas licząc, że odpowiednio załatwią sprawę. Mi zdarzyło się zaledwie dwa razy, ale moim pracownikom nieco częściej. W tym krótkim okresie miało miejsce jeszcze kilka innych niemiłych sytuacji, z czego głownie dotyczyły one braku znajomości topografii miasta, a przez to pomylenia adresów. Oczywiście wynikiem tego było różnego typu błądzenie kierowcy, a co za tym idzie nasze spóźnienie na spotkania. Widać takie „standardy” i jeździć każdy może.

Niestandardowy gabaryt

Raz jechaliśmy na inną konferencję w trzy osoby. Również zamówiliśmy taksówkę ze wspomnianej EkoCab Taxi i znowu niespodzianka. Straszną mam statystykę – na trzy kursy, dwa na poziomie żenującym. Tym razem podjechał kierowca, który rozłożył się w aucie na dwa siedzenia. Dosłownie – jego fotel leżał na tylnej kanapie, przez co nie dało rady za nim usiąść. Zapytaliśmy czy może je przesunąć, bo jest nas trójka i się nie zmieścimy, na co on warknął (bo to nie była normalna odpowiedź), że nie, bo on ma dwa metry wzrostu i to nasz, a nie jego problem, że nie mamy jak usiąść. Brzmi jak scena z jakiejś komedii, ale to zdarzyło się naprawdę. Swoją drogą, pierwszy raz w życiu spotkałem takiego chama wykonującego zawód taksówkarza.

Zgłaszać reklamacji nie zgłaszałem, bo już wiem jakby się skończyła. Podobnie jak z tym naćpanym kierowcą z 28 stycznia – czyli bez echa i normalnego załatwienia sprawy. No cóż. Kolejne życiowe doświadczenie. Od tamtej pory jak zamawiam taksówkę wiem, żeby wspominać, że jadą trzy osoby i proszę o auto bez dwumetrowego kierowcy, który leży na tylnej kanapie. Kto by się spodziewał, że może być taki wymóg przy zamawianiu taxi.

W takich sytuacjach nie dziwię się, że Uber wypiera standardowe taksówki. Przy takim podejściu jakie u nas się trafiło w kilku przypadkach, aż odechciewa się zamawiać auto z jakiejkolwiek korporacji – lepiej pojechać z kimś, komu zależy i chce sobie dorobić, a nie z tym co myśli, że jest panem i władcą na drodze, dla którego pasażer to zaledwie towar, a nie klient.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#pracoholizm#Birma#motywacja#netbook#rekrutacja#kariera#bałkany#słonie#ślub na Zanzibarze#subway#Buenos Dias Cuba#komedia#Malecon#Chris Kyle#Clint Eastwood#Hawana#zazdrość#yoga#Laos#Syria