Sprzedaż i spożywanie alkoholu podczas lotu

13 Marzec
2018

Sprzedaż i spożywanie alkoholu podczas lotu

Zabierałem się do tego tematu kilkukrotnie, ale zawsze umierał on śmiercią naturalną zanim doczekał się przelania na papier. Jestem właśnie po skończonym locie z Agadiru do Warszawy, gdzie przewoźnikiem był „Travel Service” i ponownie postanowiłem poruszyć kwestie jaką jest sprzedaż i spożywanie alkoholu podczas lotu.

Jak wiadomo prawnych zakazów nie ma. Bo i niby dlaczego? Towar dostępny, niezabroniony, a u niektórych nawet „wskazany”, aby złagodzić udrękę, jaką jest podróż samolotem. Samo spożywanie jest zatem możliwe, ale już z pewnymi ograniczeniami. Można, ale tylko „nasze”, czyli zakupione na pokładzie konkretnego samolotu.

Kiedyś jak byłem młodszy i zaczynałem interesować się podróżami, mocno mnie to dziwiło. Dlaczego nie mogę pić czegoś swojego, skoro zakupiłem to legalnie w strefie wolnocłowej na lotnisku. Oczywiście jest to oczywiste – biznes! Ale z drugiej strony, skoro tak, to czemu dotyczy to tylko alkoholu? Przecież równie dobrze można zakazać w ten sposób spożywania czegokolwiek, aby wymusić kupowanie towarów na pokładzie. Tak przecież robią w niektórych kinach, czy na zorganizowanych imprezach sportowych. To dopiero byłby biznes. Między 150, a 300 pasażerów, zamkniętych na kilka godzin w jednym miejscu z zakazem spożywania czegokolwiek, co nie zostało zakupione na pokładzie. Majstersztyk. Wyobrażacie sobie te wszystkie płaczące, głodne i spragnione dzieci?

Idźmy dalej, bo jeszcze czegoś nie rozumiem i bardzo chciałbym, aby wytłumaczył mi to jakiś specjalista. Ktoś, kto faktycznie siedzi w tym biznesie i może powiedzieć coś więcej na ten temat. Otóż latać można na kilka sposobów. Najbardziej popularne są trzy: loty rejsowe, czartery i loty indywidualne, czyli coś w stylu wynajęcia samolotu, tak jak limuzyny czy taksówki.

Z tym ostatnim jest prosto. Biorę samolot z pilotem i wszystko jest na moich zasadach. Jem co chcę, piję co chcę, a oni wiozą mnie z punktu A do punktu B. Z lotami rejsowymi też jest w miarę prosto, bo wszystko działa na ich zasadach. Mają regulamin, który określa co i jak, i kupując bilet, jednoznacznie potwierdzam, że zapoznałem się i akceptuję regulamin i wszystkie inne zasady przewoźnika.

Ale jest jeszcze opcja czarteru. Tutaj umowę mam z biurem podróży, a nie z przewoźnikiem. Dodatkowo to biuro „wynajmuje” cały samolot wraz z załogą, a nie ja zakupuje bilet jako indywidualny pasażer. Wydawać by się zatem mogło, że to biuro podróży (operator) powinno ustalić, jakie zasady będą panować na pokładzie samolotu, który transportuje ich pasażerów do docelowego miejsca. Oczywiście mówię o zasadach nie wpływających na bezpieczeństwo – czyli stricte handlowych (zakup jedzenia, picia, alkoholi, gadżetów, perfum, a nawet wynajem koców, poduszek czy słuchawek pokładowych).

Oczywiście wiem, że to biznes i biorę pod uwagę, że z uwagi na te wszystkie podniebne zakazy i nakazy związane z zakupami i spożywaniem, operator może otrzymać lepsze warunki na czarter samolotu. Czy też w ogóle możliwość jego czarteru. Jednakże pamiętajmy, że samoloty są do latania, zatem w niczyim interesie będzie to, aby stały na ziemi. Kwestia negocjacji. Podsumowując, to operator powinien być stroną dla pasażerów i o wszystkich tego typu zakazach i nakazach, oraz innych warunkach wpływających (jakby nie było) na komfort lotu powinien informować swojego klienta (czyli pasażera) już na etapie oferty, czy podpisania umowy na wycieczkę. Wszystko po to, aby nie było potem jakichś dziwnych niespodzianek.

Ja osobiście nie mam z tym żadnego problemu, bo nie piję alkoholu podczas lotu. Ale niektórzy mają. Wiadomo – ceny, zakres oferty, dostępność produktów itp. Doszło do takiego absurdu, że podczas wspomnianego na samym początku lotu z Maroko liniami Travel Service padł komunikat w stylu, że można spożywać tylko alkohol, który został zakupiony na pokładzie i tylko na użytek własny, czyli bez dzielenia się z innymi pasażerami. Zatem jak chcesz się napić ze znajomymi, to nie możesz kupić np. 0.7 Johny Walkera i rozlać na kilka kubeczków, tylko musicie zamówić kilka małpek, które wiadomo… wyjdą kilkukrotnie drożej.

Nie wiem jak to weryfikują, ale komunikat nieco dziwny. Teraz nie dość, że muszę u nich kupować, to jeszcze narzucają na jakich warunkach mogę to spożywać. Czekam aż zabronią jeść własne słodycze czy inne tego typu przekąski wniesione na pokład. Wtedy zacznę się czuć, jak ci wszyscy, którzy mają ochotę na drinki i znieczulenie podczas długich, nudnych i męczących lotów.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#Sanktuarium żółwi#Russel Crowe#tajlandia#muzeum#stewardessa#lanzarote#Acapulco#plaże#Kuba#outsourcing#Phitsanulok#archiwizacja danych#kingsman#kod#Prison Island#hotel#zarządzanie projektami#hammam#marzenia#mentor