Same śniadania, HB, All Inclusive, a może bez wyżywienia?

04 Wrzesień
2018

Same śniadania, HB, All Inclusive, a może bez wyżywienia?

Przed tym pytaniem stajemy nie raz w momencie wybierania wycieczki organizowanej przez jakiekolwiek biuro podróży. Wybór zaczyna być trudniejszy, kiedy w ofercie pojawia się jakiś ciekawszy hotel, do którego chcielibyśmy się wybrać, a okazuje się, że nie ma on w ofercie w ogóle opcji All Inclusive, co dla niektórych równoznaczne jest ze skreśleniem go całkowicie ze swojej listy. Czy właściwie?

Wydawać by się mogło, że opcja All Inclusive jest najlepszym wyborem pod względem ekonomicznym, bo przez cały pobyt mamy zapewnione jedzenie oraz picie i nie musimy liczyć się z żadnymi dodatkowymi kosztami z tym związanymi. Niby tak, ale jak we wszystkim, także i tu jest pewna pułapka. Pułapka o nazwie monotonność i przywiązanie. Pewnie niektórym, w szczególności tym o osobowości domatora i uwielbiającym alkohol, to nie przeszkadza, to jednak warto wiedzieć co tracimy oraz jakie są inne możliwości.

Każdy wyjazd jest inny

To co radzę, to nie zakładać na samym początku, że szukamy wycieczki z konkretnym rodzajem wyżywienia, tylko dlatego, że wydaje nam się, że jest to najlepsza opcja. Zazwyczaj tak nie jest. Nasze „wydaje mi się”, albo podobny tok podejmowania decyzji opiera się przeważnie na dotychczasowych doświadczeniach wyjazdowych czy też na informacjach zasłyszanych od znajomych.

Trzeba jednak pamiętać, że każdy wyjazd jest inny i definiuje go dużo różnych czynników, które wpływają na podjęcie najlepszej dla nas decyzji w tym konkretnym przypadku. Jakie to czynniki? Między innymi: kraj i region, do którego się wybieramy, cel podróży, osoby towarzyszące, okres wyjazdu, typ hotelu czy wreszcie budżet. To tylko te najważniejsze, ale zobaczcie jak mogą zmienić ocenę danego wyjazdu.

Zadajcie sobie te pytania

Zanim zdefiniujecie typ wyżywienia podczas swojego planowanego urlopu odpowiedzcie sobie na poniższe trzy pytania:

  • Czy będziemy się ruszać z hotelu? Czyli, czy mamy w planach wykupywać wycieczki fakultatywne lub na własną rękę zwiedzać okolicę/region/kraj korzystać z publicznych/dzikich plaż, czy raczej siedzieć w kompleksie i korzystać z jego uroków (prywatna plaża, basen, animacje itp.)
  • Czy region, w który się wybieramy, poza hotelem oferuje cokolwiek w okolicy bez zaangażowania większych środków związanych z transportem?
  • Czy lecimy sami, czy może z dziećmi lub znajomymi?

I jeszcze bonusowe pytanie: czy lubimy, i jeśli tak, to jak dużo pijemy alkoholu? ;)

Dlaczego akurat te pytania? Bo w prosty sposób pokażą jak całościowo patrzeć na wyjazd i kwestie wyżywienia. Jeśli zakładacie, że z hotelu raczej ruszać się nie będziecie (z wyboru lub z uwagi na jego lokalizację), a dodatkowo lubicie duże ilości alkoholu, to opcja All Inclusive jest dla Was idealna. Innej nawet bym nie brał pod uwagę, bo po prostu się to nie opłaca. Podobnie będzie, jeśli wybieracie się z dziećmi do kompleksu z jakimś Aquaparkiem lub innymi atrakcjami.

Jeśli jednak planujecie trochę pozwiedzać – i to nieważne, czy zorganizowanie czy samodzielnie, to sami oceńcie jak długo będziecie poza hotelem. Czy te wypady będą kilkudniowe, całodniowe czy może tylko przed lub popołudniowe. Może okazać się, że z całości urlopu w hotelu będziecie stosunkowo niewiele i właściwie skończy się na tym, że jedynie w nim śpicie i od czasu do czasu wskoczycie do basenu.

Być może wydaje się to absurdalne, jak teraz o tym piszę, ale zerknijcie chociażby na mój pobyt na Zanzibarze, który opisywałem dzień po dniu. Na 9 dni pobytu, spędziliśmy w nim praktycznie może trzy z nich, a reszta przeznaczona była na różnego typu wyjazdy, gdzie posiłki załatwialiśmy poza hotelem. Akurat tam nie było innej opcji niż All Inclusive, ale gdyby była, to na pewno bylibyśmy otwarci na jej przeanalizowanie i porównanie, aby przekonać się, która z nich jest dla nas lepszym rozwiązaniem.

Pisząc ten post, siedzę na Fuerteventura – konkretnie w centrum Corralejo. Mamy All Inclusive, bo trafiliśmy na naprawdę super ofertę last minute, ale patrząc po tym ile wokoło jest restauracji i możliwości spędzania czasu, to gdyby ta oferta była tylko ze śniadaniami również bym ją brał bez większego zastanowienia (aczkolwiek wyżywienie w tutejszym hotelu Labranda Bahia de Lobos jest na bardzo wysokim poziomie). Szczególnie, że ponownie pewnie ze trzy dni będziemy poza hotelem, zwiedzając wyspę autkiem wszerz i wzdłuż.

Pułapki All Inclusive

Pisałem o tym na początku. Wykupienie opcji All Inclusive powoduje pewnego typu przywiązanie się do bycia konsekwentnym z własnym wyborem. Tak już działa nasz mózg – musimy uzasadniać własne decyzje, choćby były nielogiczne i nierozsądne. A już w szczególności, gdy ktoś je podważa lub sami orientujemy się, że niekoniecznie dobrze postąpiliśmy. To zupełnie jak z abonamentem na jakąś usługę – płacimy z góry, a czy wykorzystamy, to już inna sprawa. I czasem (często) staramy się to zrobić na siłę.

Decydując się na opcję All Inclusive podświadomie będziemy ograniczać nasze wyjścia poza hotel, aby przypadkiem nic z tego za co zapłaciliśmy się nie zmarnowało. Wiem, brzmi to śmiesznie i wydaje Wam się, że przesadzam, ale tak jest. Poobserwujcie sobie ludzi na wyjazdach, zobaczcie i posłuchajcie w jaki sposób podejmują i uzasadniają decyzje związane z dodatkowymi wycieczkami, wyjściem poza hotel czy zjedzeniem czegoś na mieście. Zobaczycie, że w większości przypadków będzie to pasowało do ogólnego modelu, czyli m. in. „ominiemy posiłek, który mamy w All Inclusive”, „po co się ruszać, skoro wszystko jest w hotelu”, albo mój faworyt „zapłacone było”.

Dochodzi do takich absurdów, że ludzie planują wyjścia w taki sposób, aby przypadkiem nic z All Inclusive się nie zmarnowało, przez co tracą możliwość skorzystania z jakichś ciekawych wycieczek, zobaczenia nowych miejsc, czy też poznania lokalnych smaków. Planowanie każdego dnia wakacji robione jest pod opłacone jedzenie, czy darmowy leżak na basenie/plaży hotelowej, a nie pod to, aby naprawdę wykorzystać urlop jak najlepiej.

Oczywiście nie dotyczy to wczasowiczów planujących i udających się na wakacje z takim właśnie nastawieniem, czyli no limit alkohol i impreza przez cały pobyt – wówczas to w pełni zrozumiała decyzja.

Drugą pułapką jest monotonia. Zazwyczaj, choć to zależy od hotelu i regionu, posiłki w restauracjach są bardzo podobne, jeśli nie takie same. Jest to zrozumiałe, bo wykarmienie kilkuset osób jest wyzwaniem i czynnik ekonomiczny oraz organizacyjny wymaga, aby każdy możliwy proces jak najlepiej zoptymalizować. Lepiej podawać ciągle to samo i zmieniać jedynie 1-3 główne dania, aby stworzyć pozorną różnorodność, niż codziennie realizować nowe menu. Dzięki temu niweluje się możliwość pomyłki w przepisie, co może wiązać się z różnymi przykrymi konsekwencjami.

Lepsze hotele radzą sobie z tym w taki sposób, że mają kilka różnych tematycznych restauracji. Ale jak się przyjrzycie – menu w nich jest cały czas takie samo. Zmianą dla nas jest możliwość wyboru restauracji, nie zaś już jego menu. Przy kilku restauracjach i kilkudniowym pobycie, liczba kombinacji jest na tyle duża, że codziennie można zjeść co innego. Jednakże przy mniejszych hotelach lub tych nieco gorszych, takiej opcji już nie ma, przez co bardzo często skazani jesteśmy na monotonność.

Kiedy chcemy zjeść coś innego, zaczynamy rozważać, czy przypadkiem nie pójść na miasto, skoro wokoło tyle restauracji. I wtedy pojawia się „wątpliwość” i pytanie „Ale po co? Przecież tutaj mamy już opłacone.” I tym sposobem sami skazujemy się na coś, co nam nie pasuje, a dodatkowo tracimy możliwość poznania lokalnej kuchni i często naprawdę dobrych dań. Pomijam już kwestie kulturowe i obserwację tego jak żyją i pracują ludzie w miejscu, które odwiedziliśmy.

Zastanów się i przelicz

Wakacje bardzo często planujemy z jakimś wyprzedzeniem. Pomijając spontaniczne wyjazdy, które nie podlegają żadnym regułom, w każdym innym przypadku mamy jakiś budżet. Budżet, którego nie chcielibyśmy przekroczyć i w jego ramach dostać jak najwięcej. To normalne. Wyżywienie stanowi w nim dość duży procent, bo co jak co, ale jeść musimy codziennie, i to kilka razy.

Jadąc w obce miejsce, możemy mieć obawy, jaka tam jest kuchnia, czy będzie co jeść, ile to kosztuje, czy się nie zatrujemy itd. Odpowiedzi na te pytania można znaleźć choćby na takich blogach jak mój, lub po prostu w przewodnikach. Jeśli jednak nie mamy takiej wiedzy, to opcja All Inclusive wydaje nam się być najlepszym rozwiązaniem, bo utożsamiamy ją z wykupieniem tzw. „świętego spokoju”. Jedziemy w dane miejsce i o nic się nie martwimy. Pomijając pułapki, o których już pisałem, jest to rozsądne myślenie. Niwelujemy ryzyko i dyskomfort, co też jest naturalne z ludzkim zachowaniem. Rzecz w tym, że to rozwiązanie nie zawsze jest najlepsze pod względem ekonomicznym.

Proponuję czasem sprawdzić jaka jest różnica miedzy wyżywieniem w postaci samego śniadania, opcji HB czy All Inclusive. Różnice potrafią dochodzić do kilkudziesięciu procent (kilkuset lub nawet ponad tysiąca złotych) za osobę. Gdy przedzieli się to na liczbę dni, nagle okaże się, że nie dość, że można spokojnie wyżywić się za tę sumę na mieście w różnych knajpach, to jeszcze coś zostanie. A nawet jeśli wyjdzie nieco drożej, to nie będziemy w żaden sposób „uwiązani” z hotelem i zapewne doświadczymy więcej emocji – a to jest naprawdę ważne.

Czasem też można trafić na znacznie lepszy hotel w opcji tylko ze śniadaniami, kiedy przestaniemy skupiać się za wszelką cenę na All Inclusive i odhaczymy tę opcję w wyszukiwarkach na stronach z wycieczkami.

Złota zasada planowania

Moja złota zasada to taka, aby przed wyborem opcji, zorientować się, jak wygląda okolica hotelu. Google Maps, TripAdvisor czy blogi w pełni załatwiają sprawę. Jeśli zaraz po wyjściu z hotelu mamy w okolicy ciekawe miejsca, promenady i jesteśmy w stanie spacerem dotrzeć do uliczek z restauracjami, to z tego skorzystajmy. Jeśli zaś nasz hotel jest odosobniony, a i wyjazdów z niego będziemy mieli niewiele, wówczas bezpieczniej wziąć All Inclusive.

Ah! I oczywiście warto zapoznać się jeszcze z recenzjami hotelu i opiniami na temat jego wyżywienia, bo również może się okazać, że hotel super, tylko jedzenie w nim słabe. Taka informacja wbrew pozorom może bardzo ułatwić nam podjęcie lepszej decyzji zarówno pod względem ekonomicznym jak i organizacyjnym.

Pewnie to co napisałem wydaje się oczywistą oczywistością, ale uwierzcie mi, że jednak tak nie jest. Pomijając wyjazdy stricte nastawione na basen party i no limit alkohol, gorąco Wam polecam uwolnienie się od „ograniczeń” All Inclusive, a hotel traktować głównie jako bazę wypadową, z której będziecie realizować nasze niezapomniane wakacje.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#bond#przygoda#mystery shopper#optymalizacja#kino#sherlock holmes#samozatrudnienie#konkwista#polkomtel#wojsko#wybory#Złoty Trójkąt#pro progressio#serbia#czas wolny#lenovo#blog#audyt#mexico city#Itaka