Lubię bogatych. Lubię ludzi sukcesu.

09 Czerwiec
2015

Lubię bogatych. Lubię ludzi sukcesu.

Lubię czytać o bogaczach. Inspirują mnie. Motywują. Lubię też rozmawiać z takimi ludźmi, przebywać w ich towarzystwie, obserwować, słuchać i uczyć się. To fajne. Bardzo podnoszące samoocenę, wpływające pozytywnie na samopoczucie i dające siłę do dalszych działań. A przede wszystkim utwierdzające w przekonaniu, że najważniejsze to wierzyć w swoje możliwości i wizję.

Oczekując na oddanie mi autka z corocznego przeglądu, zacząłem kartkować marcowego Forbes’a z listą 100 najbogatszych Polaków 2015. Fajnie jest czytać o tym jak innym się udało, jak osiągnęli swój sukces, jak zbudowali imperium oraz przede wszystkim jak patrzą na świat. Włącza mi się wtedy tryb marzeń, bardziej aktywnej wyobraźni i wizualizacji, że właściwie też tak mogę.

Skoro innym się udało, to czemu mi miałoby się nie udać?

Przecież niczym się nie różnimy. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy funkcjonujemy w takim samym środowisku i wszyscy mamy mózg, dwie ręce i dwie nogi (chociaż te dwie ostatnie pozycje też niekoniecznie są wymagane, czego doskonałym przykładem jest Nick Vujicic). Wszyscy mamy wszystko, co jest nam potrzebne do osiągnięcia sukcesu – kwestia jedynie nastawienia, chęci i uporu w dążeniu do jego realizacji.

OK, może urodziliśmy się w nieco innych czasach (patrząc na średni wiek polskich multimilionerów), albo pochodzimy z biedniejszych rodzin (porównując się z fortuną dzieci tychże osób), ale co to właściwie zmienia? Nic. Są przecież przypadki całkowicie zaburzające ten pogląd i pokazujące, że są też młodzi, którzy nie mieli dobrego startu, a jednak im się udało. Gdyby to miało być wymówką, to co mieliby powiedzieć założyciele Goolge, Facebooka czy Twittera? Oj wiem – zaraz będzie wymówka, że to USA, a nie Polska. Jak się chce, to wymówki zawsze się znajdą, już kiedyś o tym pisałem. Ale dobra, nasze podwórko – Kwejk, Fotka.pl, Nasza Klasa? Jest pewnie jeszcze dużo innych firm, czy start’upów młodych ludzi, na których majątek składają się miliony.

Bycie bogatym czy biednym to jedynie stan umysłu.

Czytam o tych naszych 100 najbogatszych Polakach i wiecie jaką jedną wspólną cechę zauważyłem? Nie marudzą. Nie narzekają. Przyjmują to, co się dzieje jako stan faktyczny i dostosowują się do niego odpowiednio optymalizując swoje działania i plany. Są elastyczni i wiedzą, że wszystko zależy tylko od nich i od ich pracy. Nie wpłyną na to, że była np. powódź, ale wpłyną na to co zrobić, aby jak najszybciej i najlepiej uporać się z jej niepożądanymi efektami lub wykorzystać je na swoją korzyść. Nie poddają się, nie zostawiają rzeczy samych sobie, tylko działają. To wspólna cecha zwycięzców, ludzi sukcesu.

Często w otoczeniu słyszę opinie, że ktoś tam jest bogaty, bo nakradł, oszukał, miał bogatych rodziców czy coś tam jeszcze. Zawiść i zazdrość przysłania rozsądek oraz umiejętność racjonalnego myślenia i samodzielnego działania. Ja widząc bogatego, ale nie takiego co wygrał w totka, tylko osobę, która przede wszystkim działa, by osiągnąć to co ma – podziwiam go. Podziwiam dlatego, bo utwierdza mnie w przekonaniu, że też tak mogę. Że niczym się od niego nie różnię i mogę osiągnąć to co chcę. Nie tracę czasu na narzekania, użalanie się nad sobą czy bezproduktywną zazdrość. Zamiast tracić czas na pierdoły, które nic nie wnoszą – działam.

Jakiej biografii czy wywiadu nie wziąłbym w ręce, to ludzie Ci zazwyczaj zaczynali od niczego. Nie było im dane, startowali od zera. Tak – wiadomo, że element szczęścia ma tutaj znaczenie, ale od dawien dawna wiadomo, że… szczęściu trzeba pomóc. Trzeba być we właściwym miejscu i we właściwym czasie, aby coś zobaczyć, kogoś poznać, czegoś się dowiedzieć czy czymś się zainspirować. Samo z siebie nie przyjdzie. Trzeba szukać, czytać, uczyć się, nawiązywać kontakty – trzeba coś robić, starać się, a nie czekać aż samo się zdarzy. Aby nawet wygrać na loterii, to trzeba się wysilić i kupić los.

Dlatego właśnie podziwiam ludzi sukcesu czy milionerów (odróżniam ich, bo sukces nie musi wiązać się z finansowymi korzyściami – sukces, to przede wszystkim osiągnięcie stawianych sobie celów). Ich obserwacja to bezpłatna i zarazem najlepsza lekcja jaką można dostać, bo po pierwsze ma się namacalny i konkretny przykład, jak również widać osiągnięte przez nich efekty oraz przeżyte już pasmo doświadczeń – zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#wykorzystywanie pracowników#kredyt#awaria#restauracja#jedzenie#decyzja#szkolenia#chitchen itza#relaks#brian tracy#kingsman#chorwacja#emocje#the rock#Warner Bros#Złoty Trójkąt#marzenia#optymalizacja#kultura#coach