Kilka informacji o wyspie Koh Larn

15 Grudzień
2017

Kilka informacji o wyspie Koh Larn

Kolejnego, tj. 12 dnia pobytu w Tajlandii wybraliśmy się na wyspę Koh Larn. Początkowo myślałem o tym, aby poniższy opis upchać wraz z całą relacją z tego dnia, ale właściwie materiał nadawał się na wyciagnięcie na oddzielny post, szczególnie, że niektórych z Was może kompletnie nie interesować to, jak sobie wraz z Bernatką i znajomymi spędziliśmy kolejny dzień w Tajlandii, zaś mogą natomiast zainteresować kwestie dotyczące samej wyspy Koh Larn z uwagi na to, że macie plan się na nią wybrać. Wyszło mi bardzo długie, wielokrotnie złożone zdanie, ale mam nadzieję, że w pełni zrozumiałe. Gdyby jednak interesowała Was moja relacja z Tajlandii, to zapraszam tutaj -> Alcazar, Lady Boys i błogi relaks na wyspie Koh Larn.

Jak dostać się na wyspę?

Pisałem już o tym we wspomnianym wcześniej poście, ale z uwagi na przekaz niniejszego, część informacji muszę powtórzyć. Na wyspę Koh Larn dostać się można na dwa sposoby: promem oraz indywidualnym kursem, który zorganizujemy sobie z jakimś tubylcem. Nie skorzystałem z opcji drugiej, natomiast jest to bardzo częsta praktyka patrząc na to, ile łodzi stoi w porcie oraz ile porusza się po wodzie. Wybór motorówek przeogromny, zatem na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Znalezienie łodzi w Pattaya nie stanowi problemu.

Ja skupię się na opcji numer 1, czyli promie, który odpływa z głównego portu w Pattaya. Teoretycznie godziny odpłynięć ustalone są na równe pory, w odstępach czasowych co 30 minut. To jednak tylko teoria. Mamy tutaj pełną samowolkę i statki pływają jak chcą. Podczas gdy my byliśmy (marzec 2016) pływały co 10-15 minut, a to z uwagi na dużą liczbę turystów, której chyba sami organizatorzy się nie spodziewali, bo zakładam, że w przeciwnym wypadku z góry ustaliliby częstsze pory wypłynięć i nie byłoby problemu.

Taki jednostronny kurs promem, to koszt 30 batów za osobę, czyli przy ówczesnym kursie coś około 3,50 zł. Podobno (bo tak jest wszędzie napisane), bilety trzeba kupić w kasach biletowych (jedna znajduje się w budynku przy wejściu na molo, druga tuż przy samych promach) w godzinie, w której chce się odpłynąć – czyli jak chce się wypłynąć np. o 9.30 lub 10.00, to bilety na te kursy są sprzedawane od godziny 9.00. Piszę „podobno”, bo tutaj również zero kontroli nad biznesem. Rzeczywistość jest inna i na prom dostaje się zgodnie z zasadą „kto pierwszy ten lepszy”.

Przy wpuszczaniu na statek zbierane są albo bilety, albo… po prostu gotówka, która jest równowartością biletu. Zatem kontroli nad liczbą pasażerów w danej godzinie nie ma zupełnie żadnej. Prom odpłynie jak będzie pełny, a nie jak wsiądą do niego wszyscy uczestnicy z biletami wykupionymi na daną godzinę (może się wręcz zdarzyć, że wszyscy z danej godziny nie wejdą, bo ich miejsca zajmą ci, którzy płacili przy wejściu bezpośrednio gotówką). Także jak macie zamiar wybrać się na kurs takim promem, to nie traćcie czasu na stanie przy kasach biletowych, tylko od razu kierujecie się do statku. Tak to już tutaj jest, więc warto się odpowiednio nastawić.

Rejs na wyspę trwa około 40 minut i zalicza się do tych spokojnych, czyli nie wieje, nie buja i nawet ci z chorobą morską nie powinni odczuć większego dyskomfortu – choć profilaktycznie zawsze lepiej zażyć jakiś środek na tego typu dolegliwości. Promy są dwupoziomowe. Część pokładu jest zadaszona, część nie – nie muszę chyba pisać, żeby iść na ten zadaszony… Wiecie, 30-40 stopni na morzu robi swoje. ;)

Trochę o wyspie Koh Larn

Wyspa Koh Larn, to nie jakaś tam wysepka na środku morza. To w pełni przygotowany pod turystów obszar, i to pod każdym względem – drogi, wypożyczalnie, jadłodajnie, hotele, „transport publiczny”, sklepy itp. To nie tylko miejsce, gdzie się przyjeżdża poleżeć na plaży – to normalne miejsce zamieszkania tubylców – szkoły, domki i wszystko co do życia potrzeba. Prom dopływa do głównej zatoki na wyspie, tak więc później należy już sobie radzić samemu, w zależności od tego co chce się robić.

Port na Koh Larn

Port na Koh Larn

Turyści, jak to turyści w takim miejscu, mogą robić tylko jedno – plażować. Zwiedzać to tu za bardzo nie ma co, bo to miejsce przygotowane na wypoczynek, więc każdy kto ląduje w porcie staje tylko przed jedną decyzją. Właściwie to dwiema. Którą plażę wybrać i jak się na nią dostać?

Wydaje się to być prostą decyzją, ale jak to już w życiu bywa, jak jest jakiś wybór, to zawsze jest trudniej. Najpierw o transporcie. Metody dotarcia w każde miejsce, a dokładniej poruszania się po wyspie są cztery.

Pierwsza, oczywista, to dotrzeć wszędzie na własnych nogach. Tę opcję polecam najmniej z oczywistych przyczyn: 1. wyspa duża i wszędzie dość daleko, 2. szkoda cennego czasu, który można poświęcić na błogie lenistwo i kąpiele oraz 3. upał, sięgający blisko 35-40 stopniom (przypomnę, że byliśmy w marcu).

Druga opcja, to wypożyczyć sobie skuter i poruszać się po wyspie samodzielnie gdzie się chce i kiedy się chce. Koszt takiej operacji za cały dzień, to 200 batów (około 24 zł) za skuter, a że są one dwuosobowe (a czasem widuje się i po 3 osoby na jednym), to na osobę wychodzi bardzo przyzwoita kwota. Opcja wydaje się być najlepszym wyborem, szczególnie kiedy podróżuje się w kilka osób, jednakże my jej nie wybraliśmy z uwagi na krążące opinie odnośnie możliwych problemów przy zdawaniu skutera z powrotem.

Nie wiem na ile jest to prawdziwe, bo opinie te były znalezione w sieci, ale podobno zdarza się sytuacje, że przy oddawaniu skutera, pracownicy wypożyczalni wyszukują wszelkich uszczerbków i próbują wmówić turystom, że powstały one podczas ich korzystania, chcąc obciążyć wszelkimi kosztami nieświadomych turystów. Jak już pisałem, nie wiem czy to prawda, czy nie, ale nie chcieliśmy się przekonywać, szczególnie, że na wyspie spędziliśmy łącznie niespełna 6 godzin, które woleliśmy poświęcić na odpoczynek i korzystanie z jej uroków.

Trzecia opcja to skorzystanie z usług kierowców ze swoimi skuterami – siada się z takim jako pasażer i zawozi on we wskazane miejsce. Cena uzależniona od wybranej plaży, ale generalnie taki przejazd mieścił się w przedziale 20—40 batów (2,40 – 4,80 zł) za osobę. Tego dnia było nas sześcioro, więc ta opcja wydawała się bardzo kiepskim wyborem. Pozostała więc ostatnia, i jak się pewnie domyślacie my z niej skorzystaliśmy, a mianowicie podwózka samochodem.

Tak jak w Pattaya, tak samo i na Koh Larn ludzi wozi się zadaszonymi pickup’ami, gdzie na pace wstawiono ławeczki. Takie autko jest w stanie przewieźć jakieś 10 osób (8 siedzących i dwójka stojących na przygotowanej na końcu autka ramie). Fakt, że niezależnie czy się stoi czy się siedzi, to człowiek czuje się jak worek ziemniaków (szczególnie, że w niektórych miejscach nie dorobiono jeszcze asfaltu). Tak czy inaczej ta opcja wydaje się najlepsza ze wszystkich. Koszt przejazdu – w zależności od miejsca, również mieścił się w przedziale 20—40 batów (2,40 – 4,80 zł) za osobę.

Koh Larn - którą plażę wybrać?

Plaż na wyspie Koh Larn jest sześć. Na załączonej mapie są to plaże oznaczone kołami plażowymi. Wg tej samej mapy miejsc z nazwą „beach” jest 9, ale po rozmowach z tubylcami okazało się, że na te pozostałe trzy plaże nie ma możliwości dostania się w normalny sposób i nie są one dostosowane do rekreacji. Laem Sangwan, która na mapie wydaje się czymś niezależnym i nie ma w nazwie „beach”, tak naprawdę jest mini plażyczką przy porcie, której raczej nie należy traktować poważnie...

Rozmieszczenie plaż na wyspie Koh Larn

Jeśli chodzi o nas, to początkowo mieliśmy za cel zaliczyć wszystkie plaże na wyspie. Jednakże jak dotarliśmy na czwartą, to zmieniliśmy nasz plan i stwierdziliśmy, że już na niej zostaniemy do samego końca.

Ale po kolei. Na początku pojechaliśmy na plażę Ta Yai – najmniejsza plaża na wyspie, wysunięta najbardziej na północ. Plaża naprawdę super. Mała (zarówno krótka jak i wąska), ale ładna i malownicza, gdzie można zarówno odpocząć, jak również popływać czy też zrobić ciekawe zdjęcia. Woda ciepła o kolorze widocznym na zdjęciach. Podłoże – trochę piasku, trochę drobnych kamieni, ale nie przeszkadza to ani w chodzeniu, ani w kąpieli. Plaża otoczona skałami, zatem i w wodzie można je gdzieniegdzie spotkać, ale to zupełnie w niczym nie przeszkadza, a wzbogaca jedynie efekt wizualny. Na miejscu można wynająć leżak, i jest to koszt 100 batów (12 zł) za osobę za cały dzień. Można też kupić coś do picia i jedzenia, ale jak już pisałem jest to malutka plaża, więc i możliwości zakupu są odpowiednio dostosowane – czyli po prostu jakaś budka.

Na żywo i tak wygląda jeszcze lepiej...

Najpiękniejsze są i tak okoliczne zaułki.

Kamienie dodają tylko uroku

Zdjęć z tego miejsca mam dziesiątki

W tym miejscu spędziliśmy niespełna 2 godziny i postanowiliśmy ruszyć dalej. Wzięliśmy więc czekającego na turystów hiluxa (generalnie toyota, honda i isuzu to najbardziej popularne marki w Tajlandii, a hilux to jak u nas jakaś fabia) i wybraliśmy się w kierunku kolejnej plaży – tym razem Tawaen Beach. Chyba największa plaża na wyspie. Powiem Wam, że to już jest przemysł.

Ciekawe jak się dostają do tych dalszych leżaków?

Takie łodzie z turystami dokują tutaj co kilka minut.

Po kilkunastu minutach i zapoznawczym spacerku stwierdziliśmy, że nawet się tu nie rozkładamy, bo odpocząć to się na pewno nie da, a zostawanie dla zasady jest bez sensu. Mnóstwo ludzi i standardowo najwięcej Chińczyków. Masakra! Plaża faktycznie wielka – zarówno długa i szeroka, piach jak mąka koloru białego, ale liczba ludzi, garkuchnie, leżaki i parasole leżące jeden na drugim jasno dały do zrozumienia, że to nie jest miejsce dla nas. Niech dalej sobie z niego korzystają zorganizowane wycieczki, nieświadome tego, jak fajne są pozostałe plaże na wyspie.

Co warto zaznaczyć, przy tej plaży jest drugi port, z którego (podobno) odpływają również promy do i z Pattaya – nie wiem jednak, czy dopływają w to samo miejsce, co ten nasz. Zaraz obok tej wielkiej plaży znajduje się jeszcze jedna (wspomniana wcześniej Laem Sangwan) – odległość do pokonania piechotą – jakieś 5 minut i jest to drugie zejście z pomostu, który kieruje do portu. Tutaj dla odmiany brzydki piasek, zero cienia, plaża mała, brudno i głośno. Zajrzeliśmy, zrobiłem zdjęcie i podjęliśmy wspólnie decyzję, że wybierzemy się na kolejną plażę.

Plaża Laem Sangwan - tu wyszła wyjątkowo dobrze.

Zatem po jakichś trzech kwadransach ponownie siedzieliśmy w pickupie, który wiózł nas na czwartą już z kolei plażę – Tien Beach. A, jeszcze jedno. Dojeżdżając do tej największej plaży, znajduje się ciekawy punkt widokowy, z którego widać panoramę całej zatoki. Nasz środek transportu uniemożliwiał zatrzymanie się i podziwianie widoków oraz robienie zdjęć, ale jak ktoś weźmie skuter lub dogada się z kierowcą skutera, to pewnie będzie miał okazję się tam zatrzymać – ja widziałem to jedynie z pędzącego autka.

Punkt widokowy na plażę Tawaen Beach.

Po jakiś 5 minutach jazdy dojechaliśmy na wspominaną plażę Tien Beach. Ten widok nam wystarczył, aby zmienić plany i pozostać już na niej do końca. Wizualnie może i pierwsza plaża była najlepsza, ale ta była idealną hybrydą wszystkiego, czego człowiek oczekuje po przyjechaniu w takie miejsce, kiedy ma do dyspozycji zaledwie kilka godzin. Plaża przede wszystkim długa, odpowiednio szeroka, mało turystów (wszyscy kisili się na tej głównej, gdzie byliśmy poprzednio), piach o strukturze mąki i kolorze prawie białym, woda cieplutka, czysta z długim wyprowadzeniem w głąb, ruch na i w wodzie niewielki, cicho i spokojnie, a leżaki i parasole nie tak naćkane jak wcześniej. Są też toalety oraz miejsce gdzie można coś zjeść i się napić. Leżaki o połowę tańsze (50 batów, czyli około 6 zł za osobę) i idealnie zacienione, co przy tym skwarze, który nas tam spotkał było wybawieniem. Z tego miejsca do portu głównego jest zaledwie około 5 minut jazdy pickupem, więc znając (mniej więcej) godziny odpływania promów można do maksimum wykorzystać czas spędzony na plaży.

Dojście na plażę Tien Beach

Plaża Tien Beach w pełnej okazałości

Cała ta powyższa wyprawa kosztowała nas łącznie 260 batów za osobę, czyli jakieś 30 zł (prom w dwie strony, wynajęcie leżaków pod parasolami oraz 4 kursy autkami na miejscu). Dodam, że organizator naszej wycieczki do Tajlandii, Rainbow, proponuje wyjazd na wyspę Koh Larn, jako wycieczkę fakultatywną, za jakieś 1000 batów za osobę z tą różnicą, że w ramach ich wyjazdu jest zapewniony posiłek. Jak łatwo zauważyć, niekoniecznie jest to opłacalne, bo po pierwsze posiłki w tym miejscu są znacznie tańsze, to dodatkowo nie zauważyliśmy, żeby jakiekolwiek zorganizowane wycieczki trafiały na te fajniejsze plaże na wyspie – wszystkie chyba lądują w tym wielkim ulu, o którym wspominałem wcześniej.

Z tego co mi wiadomo, jest też różnica w transporcie na wyspę – dostępna jest mniejsza i szybsza łódź, niż ten tradycyjny prom, którym my się poruszaliśmy, ale umówmy się – 40 minut w jedną stronę za niecałe 4 zł, to naprawdę przyzwoita opcja. Jednak, gdyby ktoś chciał się poczuć lepiej i niekoniecznie podróżować z większą liczbą osób, a na wyspę dotrzeć szybciej (w jakieś 15-20 minut), to może skorzystać z indywidualnych podwózek łodziami motorowymi – silniki, z tego co widziałem o mocy między 120, a jakieś 500 koni. Koszt takiej przyjemności zaczyna się od około 200 batów i gdzieś na 600 batach się kończy (wszystko zależy od tego jaką łodzią, z kim, w ile osób i kiedy się płynie).

Kończąc jeszcze kwestie plaż na wyspie Koh Larn, to nie odwiedziliśmy tylko dwóch. O jednaj zupełnie nie mam żadnego pojęcia Samae Beach – nie miałem nikogo, kto tam był i mógł mi udzielić jakichkolwiek informacji. Jednakże na drugiej Nuan Beach byli nasi sąsiedzi z hotelu. Powiedzieli, że plaża fajna, mało ludzi, ale nieco kamienista jak się wchodziło do wody. Ta plaża jednak słynie z czego innego – biegają tam sobie, w pełni swawolnie… małpy, zatem możecie też spotkać ją pod nazwą Monkey Beach. Tak więc jak ktoś lubi, to może się wybrać choć na chwilę, aby sobie pooglądać zwierzaki w naturalnym środowisku, a potem skoczyć na plażę Tien Beach, która naszym zdaniem jest najlepszą opcją na wypoczynek na wyspie.

 

Jeśli interesuje Ciebie cała relacja z podróży po Tajlandii w ramach wycieczki "Baśniowa Tajlandia" organizowanej przez Rainbow Tours, to zapraszam do zapoznania się z poniższymi postami:

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#yukatan#Navy SEALs#5àsec#pracownik#Włochy#Afryka#wakacje#rozwój#wolność finansowa#Pattaya#blog#marketing#colin firth#urzędy#jedzenie#core businnes#lemingi#zazdrość#brian tracy#muzyka