Jesteśmy ponurym narodem. Tylko czemu?

06 Lipiec
2015

Jesteśmy ponurym narodem. Tylko czemu?

Uczestniczyłem niedawno w bardzo ciekawym spotkaniu biznesowym (śniadanio-lunchu) organizowanym przez IBM dotyczącym tego, co też IBM może zaoferować Centrom Usług Wspólnych. Tematyka tematyką – nie czas i miejsce aby teraz ją omawiać (choć merytorycznie spotkanie bardzo wartościowe), bardziej zależy mi na innej aspekcie, który zaobserwowałem podczas tego wydarzenia.

Przedstawiciele IBM poruszyli bardzo ważne kwestie dotyczące obecnych pracowników, pokolenia X (a nawet już chyba Z), ich podejścia do pracy, sposobu życia, bycia itp. W związku z tym na część spotkania składały się warsztaty, podczas których mieliśmy za zadanie popracować w grupach nad profilem „psychologicznym” takich pracowników przy założeniu konkretnych scenariuszy i zmiennych. To tak w skrócie, aby jedynie wprowadzić do tematu, bo nie o tym chcę tu pisać (choć kwestia pokolenia X i Z to temat rzeka, o którym można napisać niejedną książkę – BTW, będzie o tym artykuł w najnowszym numerze Outsourcing&More).

Chcę o czymś innym, co wynikło podczas tych warsztatów. O naszej narodowej tendencji do wyrażania negatywnych odczuć i szukania problemów, a nie rozwiązań (tak, to moje motto, które będę powtarzał jak mantrę przy każdej możliwej okazji). Podczas jednego z zadań,  mieliśmy wczuć się w postać pewnej osoby – team leadera, który stanął przed problemem, jakim jest odejście jednego z jego pracowników. Jakie było moje „zaskoczenie”, kiedy wszystkie skojarzenia dotyczące tego co ta osoba w danym momencie myśli, czuje i mówi miały wydźwięk negatywny. Zero pozytywów, same negatywy.

Dlaczego tak mamy? Skąd to się bierze?

Czemu wszystko widzimy w szarych barwach, nie próbując znaleźć dobrych stron zaistniałej sytuacji? Skąd ten, w pewnym sensie egoizm i egocentryzm? No bo jak inaczej nazwać zachowanie, w którym oceniamy sytuację tylko przez pryzmat swojej osoby? Czemu nie potrafimy doszukać się w tym wszystkim jakichś wyzwań, pozytywów, motywacji czy innych typów dobrych emocji? Czemu nie potrafimy wejść w buty tej drugiej osoby i zastanowić się jak ona się czuje, co ona z tego ma, co ja mogę dzięki temu osiągnąć, zastanowić się nad swoimi błędami w danej sytuacji, a nie zwalać wszystko na otoczenie.

To może przykład z tych warsztatów. Dowiadujemy się, że odchodzi od nas pracownik, bo znalazł inną pracę. I co pierwsze padło jeśli chodzi o uczucia? Frustracja! Pierwsze co padło, to frustracja. Później doszły: strach, niemoc, zawód, zdemotywowanie, zmęczenie i jeszcze obwinianie tego pracownika za całe zło. Ja rozumiem kwestie zaskoczenia daną sytuacją, ale czemu od razu pierwsze co przychodzi do głowy, to negatywne myśli. Czemu nie można podejść do tego neutralnie, szukając w tym lekcji dla siebie? Czemu nie potrafimy cieszyć się z tego, że ktoś podjął odpowiednią dla siebie decyzję, zmienił pracę bo znalazł lepszą, albo ta mu nie odpowiadała, albo jeszcze coś innego?

Jeśli znalazł lepszą, to tylko się cieszyć, że mu się udało i będzie robił to co chce, i za tyle ile chce. Jeśli ta mu nie odpowiadała, to też dobrze – bo po co trzymać w zespole kogoś, kto pracuje bo musi i się przy tym męczy, a nie dlatego, że chce i mu zależy. I złe to na wydajność i na morale. Lepiej więc, że sam podjął za nas taką decyzję i zrobił ją teraz niż później, jak już wpadnie mu więcej obowiązków.

Jak widać, prawie każdą sytuację można odebrać zarówno pozytywnie jak i negatywnie – kwestia nastawienia. W każdej można widzieć plusy i minusy. Nie wiem tylko czemu, w naszym narodzie zawsze jakoś łatwiej o te złe strony. Już pomijając komunikację mediów (bo to się lepiej sprzedaje), czemu ludzie chcą tego słuchać? Jaka w tym przyjemność? Czyż nie lepiej chłonąć dobre informacje i dzielić się takimi z innymi?

Mniej stresu, mniej złych emocji – same pozytywy. Za granicą (Meksyk, Hiszpania, Anglia, Niemcy i pewnie jeszcze w wielu innych krajach) na pytania „jak się masz?”, „co tam u ciebie?” czy „jak tam biznes?” dostaniecie odpowiedzi o wydźwięku „super”, „dobrze” czy „fajnie”. A u nas? „A daj spokój”, „beznadziejnie”, „mogłoby być lepiej”, „lepiej nie mówić”… Jak odpowiesz inaczej, to jeszcze skrytykują, że się przechwalasz czy coś w tym stylu…

Za granicą, jak komuś coś się uda to ludzie pochwalą, ucieszą się, wniosą toast. U nas? W drugą stronę – zawsze te negatywne wypłyną na wierzch – zawiść, zazdrość i jeszcze trochę jadu. Oczywiście są wyjątki w obydwu tych miejscach, ale mam na myśli regułę.

Tylko dlaczego tak się dzieje?

Skąd taka mentalność? Za granicą wiedzą, że jak w ich otoczeniu zmienia się na dobre, to siłą rzeczy, to dobre przyjdzie też do nich. Skoro moi znajomi awansują, znajdują lepszą pracę, wygrywają życie to jedynie znak, że ja też na tym finalnie skorzystam. Prędzej czy później, ale skorzystam.

U nas się jeszcze tego uczą. To logiczne, ale trzeba zrozumieć. Ja, jak dowiaduję się, że u kogoś z moich znajomych coś się udało, że robi to co chce, że jest szczęśliwy, to się cieszę. Serio, tak szczerze się cieszę, bo każda taka sytuacja jest tylko kolejnym przykładem, że zamiast kisić się wewnętrznie z emocjami i użalać nad swoim życiem, można się nim cieszyć, robić to co się chce, jak się chce i kiedy się chce.

Skoro jest tak źle, że non top marudzimy, to zmieńmy swoje życie. Tak, aby było lepiej, a nie tylko narzekanie, że za ciepło, za zimno, za morko, za sucho, za wolno, za szybko, za drogo czy za tanio. Tak – to ostatnie też spotykane; szczególnie w przypadku kiedy ktoś myśli, że jest wyjątkowym wyjątkiem, jedynym na całą populację, a tu nagle ktoś inny kupuje ten sam produkt lub usługę. Ostatnio czytałem ciekawy komentarz na profilu InterCity na temat cen biletów. Ktoś tam się obruszył, że koszt biletu w wysokości 49 zł za przejazd Pendolino to za tanio, bo „plebs” z nim jeździ i że cena 69 zł, czy jakoś tak, rozwiązała by ten problem. No nie dogodzisz! ;)

Straszna taka codzienna zgorzkniałość.

Z nastawieniem, że zawsze „mogłoby być lepiej”, nigdy nie osiągnie się zadowalającego poziomu szczęścia. To stwierdzenie po prostu temu przeczy – zawsze przecież "mogłoby być lepiej". Po co zatem się starać?

Trzeba nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, z małych osiągnięć i z osiągnięć innych ludzi. Trzeba szukać wszędzie pozytywów oraz możliwości dla uzyskania własnych korzyści. Wtedy zawsze osiągniemy wynik win-win, i niepotrzebna zazdrość czy zawiść znikną.

Tak więc zamiast narzekać czy krytykować lepiej pomóc i wesprzeć. Jeśli to zbyt trudne, to lepiej już po prostu siedzieć cicho i nie przeszkadzać innym w osiąganiu własnych celów oraz korzystania i cieszenia się ze swojego życia.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#czas wolny#zarządzanie#konkurs#polkomtel#wschód słońca#prezydent#Jan Kulczyk#azja#Warner Bros#bałkany#muay thai#schron#zawiść#Sanktuarium żółwi#kompetencje#Laos#Hawana#freelancing#plus gsm#colin firth