Hotel Siam Bayshore w Pattaya

10 Styczeń
2018

Hotel Siam Bayshore w Pattaya

Przyszedł czas, aby napisać coś o hotelu, w którym byliśmy w Pattaya, czyli Siam Bayshore. Część informacji o nim znalazła się również w relacji z końcowych dni wycieczki Baśniowa Tajlandia, m.in. Alcazar, Lady Boys i błogi relaks na wyspie Koh Larn czy Smażone skorpiony i Ping-Pong Show - pożegnanie z Tajlandią, jednakże nie chciałem tam się skupiać na szczegółach, do których nawiążę w tym wpisie.

Hotel Siam Bayshore był jednym z tych hoteli, do których trzeba było dodatkowo dopłacić. Nie pamiętam teraz dokładnie ile, ale było to coś w granicach 300-400 zł za osobę. Był on mniej więcej w połowie listy dodatkowo płatnych hoteli, tak więc znaleźć można było zarówno tańsze, jak i droższe pozycje. Zakładając, że mieliśmy tam spędzić aż 5 nocy, to cena ta wydawała się całkiem przyzwoita.

Lobby Siam Bayshore prezentuje się zacnie

Oczywiście zanim się na niego zdecydowaliśmy, przed finalnym wyborem poczytaliśmy o prawie każdym z tych hoteli w internecie, aby zminimalizować ryzyko ewentualnego „zawiedzenia się”. W internecie, jak to w internecie, znaleźć można wszystko, a z hotelami, to już w ogóle nie ma problemu. Jednakże natura ludzka jest (zazwyczaj) tak skonstruowana, że częściej jednak wylewa się swoje żale, niż pochwały. Czasem jakaś jednak pierdoła potrafi zaważyć na całościowej ocenie i trafiamy wtedy na recenzje, że ktoś ocenia hotel na 1, bo w pokoju nie miał ekspresu do kawy, że okno w pokoju miał na południe, a nie na północ, albo że za bardzo w nocy padało i się nie wyspał (serio – z takimi też się spotykałem). Takie oceny nie dość, że nic nie wnoszą, to jeszcze utrudniają znalezienie tych wartościowych.

Jak już pewnie zauważyliście, staram się pisać w taki sposób, aby przedstawić, jak ja to widziałem czy odczułem, zaś finalną ocenę pozostawiam Wam. Nie wszystko na co zwracam uwagę może Was interesować, jednakże wszystko dotyczy hotelu, a nie elementów pobocznych, które na jego ocenę nie powinny mieć zupełnie wpływu.

Codziennie wieczorem przygrywanie na pianinie

Najpierw o "wadach"

Wracając do Siam Bayshore, to w internecie opinie są skrajne, ale jakby się przyjrzeć, to te złe dotyczą głównie dwóch rzeczy: smrodu z pobliskiego kanału ściekowego, który płynie centralnie przez środek terenu hotelowego oraz tego, że w nocy jest głośno, bo hotel znajduje się przy samej Walking Street. Innych (sensownych) negatywnych aspektów w opiniach nie znalazłem, ale faktem jest to, że te dwa wyjątkowo mocno były akcentowane.

Czas zatem napisać coś więcej. Na początek potwierdzam opisane uwagi, czyli to, że przez środek terenu idzie kanał ściekowy, gdzie naprawdę śmierdzi – i im późniejsza pora tym bardziej jest to odczuwalne. Ale ale… odczuwalne jest to tylko w okolicy tego kanałku, czyli jak się przechodzi mostkiem, który jest położony nad nim. Dodam, że mostkiem tym trzeba przejść, bo to jedyna droga łącząca recepcję, wyjście z hotelu oraz restaurację z częścią rekreacyjną, czyli basenem, ogrodem i pokojami. Ale to tyle. Śmierdzi zatem tylko wtedy, kiedy musimy przejść przez mostek – ot, łącznie max 1-2 minuty na całą dobę. Więcej razy się przez niego raczej się nie przechodzi. A tak, to pachnie ogrodem. Tak! Mieszkając w tym hotelu ma się wrażenie, że mieszka się w dżungli. Wszędzie drzewa, palmy, liany, krzaki i inna roślinność. Do tego biegają wiewiórki i gdzieniegdzie słychać gekony. Tak duża i bogata roślinność powoduje, że po pierwsze na terenie ośrodka jest znacznie chłodniej niż poza nim, a po drugie niweluje to wszelkie negatywne zapachy, które między innymi wydobywają się z pobliskiego kanałku.

Wewnętrzne patio, które wita od razu po wyjściu z pokoju.

Minus związany z tym ogrodem to taki, że żyje tam dużo różnych gatunków robaczków, które lubią pogryźć, szczególnie nocą – więc dla wybierających się do tego hotelu polecam jakiś spray przeciw muszkom i komarom (i standardowo jest to Muga – najlepszy środek przeciw wszelkim insektom jaki do tej pory używałem. P.s. Nie płacą mi za reklamę – polecam, bo jest naprawdę zajebisty. ;)).

Czy głośno? Pewnie i głośno, jeśli ma się pokoje od strony ulicy. My mieliśmy na drugą stronę i też coś tam słyszeliśmy, ale nie przeszkadzało to w odpoczynku czy spaniu – moja Bernatka z wyjątkowo lekkim snem, nie odczuwała żadnego dyskomfortu. Dodam, że znacznie głośniej dają znać o sobie żaby czy gekony. Ale jeśli wybiera się hotel w samym centrum, to trudno oczekiwać, że będzie cicho. Coś za coś – ten znajduje się przy samym Walking Street, oraz jakąś minutę spacerem od molo, z którego odpływają wszystkie statki na  pobliskie wyspy. Do innych miejskich atrakcji również można dojść z buta, więc lokalizacyjnie pierwsza klasa.

Wejście do hotelu od strony Walking Street

Poza tym, skoro już wiecie, że może być głośno w pokojach od strony Walking Street, zaś od drugiej strony jest w pełni akceptowalnie (oczywiście wg mojej opinii), i jest to jedyna obawa przy wyborze tego hotelu, to po prostu napiszcie w uwagach do wycieczki, że chcecie pokoje po przeciwnej stronie hotelu i powinni spełnić taką prośbę – pokoi jest dużo. Dodatkowo na miejscu też raczej idzie się dogadać, więc nawet jak nie załatwi tego biuro podróży, to pewnie uda się to załatwić w recepcji w hotelu.

To tyle jeśli chodzi o minusy. Teraz plusy, o których mało kto pisze, bo jak już wspomniałem, tak to już jest, że jak zapamięta się coś złego, to rzadko kiedy wspomni się coś dobrego. A to niestety zaburza całościowy obraz.

Teraz o plusach

Przede wszystkim lokalizacja – wszędzie blisko. Po drugie sam obiekt – duży, ładny, zadbany, z przemiłą i uczynną obsługą, czysty i jak już wcześniej pisałem zielony, a nie jakiś betonowy kloc. Obsługa na wszelkie problemy reaguje od razu, bez zbędnego oczekiwania.

Basen – idealny na taki hotel. Nie jakiś ogromny, jak to ma miejsce w Egipcie czy gdzieniegdzie w Turcji, ale w pełni wystarczający na potrzeby gości hotelowych. Woda czysta i ciepła, zróżnicowana głębokość, bar w pobliżu, leżaki i ręczniki zawsze przygotowane, obsługa w gotowości na każde zawołanie.

Główny basen hotelowy za dnia

Raz dziennie w okolicach południa częstowanie gości basenowych przepysznymi, soczystymi owocami w postaci szaszłyków, co jest bardzo miłym gestem, szczególnie przy blisko 40 stopniowym upale. Basen otoczony zielenią z każdej strony, co dodatkowo dodaje mu uroku. Generalnie basen taki, że nie za bardzo chce się iść nad morze, szczególnie, że plaże w Pattaya są, lekko mówiąc, nieatrakcyjne z biegającymi wszędzie szczurami. Właśnie! Nastawcie się na to, że w Pattaya, w rejonie przy Walking Street z uroków plażowania nie skorzystacie – to ważna informacja, niezależnie od tego, co piszą w katalogach. Ale to nie problem, bo możecie skorzystać z kąpieli na wyspie Koh Larn, o czym pisałem w poście Kilka informacji o wyspie Koh Larn – to już zupełnie inna bajka. Pamiętajcie, że z tego hotelu do portu, to spacerkiem tylko kilka minut.

I nocą...

Poza głównym basenem, o którym piszę powyżej, jest jeszcze drugi – poza terenem hotelu, po drugiej stronie Walking Street. Ten jest z widokiem na morze. Nie korzystaliśmy z niego, ale widzieliśmy. Z uwagi na położenie i klimat – zdecydowanie bardziej polecam ten na terenie hotelu. Jest osłonięty, bardziej kameralny i moim zdaniem po prostu fajniejszy. Drugi za to prezentuje się dobrze na zdjęciach w katalogach, choć na moim tego nie widać.

Drugi basen - ten z widokiem na morze.

Śniadania muszą mieć swój własny nagłówek

I na koniec największy plus – śniadania! Śniadania w tym hotelu są wyśmienite. Po prostu wyśmienite. Wszystko czego dusza zapragnie dostanie właśnie w tym hotelu na śniadanie. Na zimno, na ciepło, na słono i pewnie na ostro, jakby poszukać. Omlety, jajka w różnych postaciach, mięso, bekon, naleśniki, gofry z bitą śmietaną, bananami, czekoladą, miodem, dżemem i czymś tam pewnie jeszcze. Wędliny, warzywa, owoce, różnego typu bułki i chleby. Jakieś zupy, jogurty i inne dodatki. I jeszcze sushi! Kupili mnie w pełni, szczególnie że do tego wszystkiego poza standardowymi napojami można sobie zamówić shake’a lub smoothies z owoców dostępnych przy stanowisku, m.in. arbuza, ananasa, mango czy też smoczego owocu. To już nie jedzenie, tylko celebracja dla zmysłów i nabicie energii na cały dzień na słońcu.

Tak więc śniadania idealne. Niestety jedzenie dodatkowe, które zamówiliśmy przy basenie już tak do końca super nie było, więc tej opcji karmienia nie polecam – lepiej wybrać się na miasto: smaczniej i zdecydowanie taniej. To nie tak, że to hotelowe było złe. Ale biorąc pod uwagę cenę do jakości, było średnie. Drogie i przeciętne, a porcje nie za duże.

Wejście do głównej restauracji

Pokoje i cała reszta

I jeszcze kwestia pokoi. Dość duże, bardzo wygodne łóżka, ładne łazienki. Na taki pobyt, jak byliśmy – w pełni wystarczające. Internet jest, ale raczej kiepski i niekoniecznie stabilny. Na skype za słaby, na szybkie przeglądanie maili czy facebooka wystarczający. Niektórych może zainteresować siłownia – znajduje się w oddzielnej altance przed głównym wejściem do hotelu.

Tak prezentuje się standardowy pokój

I tyle. Nic więcej pisać nie trzeba. Kluczowe elementy poruszone. Nie mam punktu odniesienia do innych hoteli w Pattaya, ale mam do innych hoteli w Tajlandii, i na tym tle wypada bardzo dobrze. Siam Bayshore na niektórych stronach ma kategorię pięciu gwiazdek, a na niektórych czterech. Ja go klasyfikuję na zasłużone 4 gwiazdki, zaś jeśli chodzi o prywatną ocenę to dostaje bardzo mocne 8/10.

Klimatyczne zaułki na terenie hotelu

Zdecydowanie polecam i wybierając się następnym razem do Pattaya najprawdopodobniej ponownie go wybiorę. Jednakże jeśli ktoś nie nastawia się na korzystanie z życia nocnego i „uroków” Pattaya, wówczas rekomenduję wybór hotelu bardziej na uboczu – z dala od centrum.

 

Podsumowanie:

Plusy:

  • Śniadania
  • Zadbany kompleks, roślinność
  • Duże, komfortowe pokoje
  • Dwa baseny w różnych lokalizacjach (choć drugi poza terenem hotelu)
  • Super obsługa
  • Położenie hotelu (dla mnie to na zaleta)

 

Minusy:

  • Dość słaby internet (ale to malutki minusik, bo nie po to człowiek wybiera hotel)
  • Nocą, w obrębie ogrodów sporo insektów (w pokojach ich nie ma)

Innych minusów na własnej skórze nie odczułem, a te musiałem wynajdować na siłę, bo coś wypadało wstawić. 

Kilka dni temu przeglądąłem nowy katalog Rainbow i dalej mają ten hotel w swojej ofercie. Do dobry news. ;)

 

Jeśli interesuje Ciebie cała relacja z podróży po Tajlandii w ramach wycieczki "Baśniowa Tajlandia" organizowanej przez Rainbow Tours, to zapraszam do zapoznania się z poniższymi postami:

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#pracownik#james bond#yoga#agadir#emigracja#bałkany#ekocabtaxi#meksyk#barcelona#travel service#snajper#film#tajlandia#ambicja#plus gsm#pis#hr#samozatrudnienie#finansowanie#schron