Demokracja w Polsce to ściema

02 Listopad
2015

Demokracja w Polsce to ściema

To będzie post w stylu tych „nie znam się, to się wypowiem”, dzięki czemu można wrzucić go w eter i mieć komfort psychiczny, że się uprzedziło. Średnio interesuję się formalnymi kwestiami dotyczącymi wyborów – wystarczy mi wiedza, że mamy 460 „wybrańców narodu”, którzy w imię tzw. demokracji i w drodze głosowania będą zasiadać w sejmie i decydować o naszym bycie oraz przyszłości. Interesuję się za to sprawami kraju, w którym żyję, pracuję i płacę podatki, bo jakby nie było – dotyczy to mnie osobiście.

Nie za bardzo chce mi się ładować do głowy i zaśmiecać umysł jakimiś regułami prawnymi, ustawowymi, konstytucyjnymi czy jeszcze jakimiś innymi na temat tego, jak to wybory powinny przebiegać, bo po pierwsze takie rzeczy powinny być logiczne dla społeczeństwa, a po drugie… mam inne, ważniejsze sprawy na głowie, które są znacznie bardziej produktywne i również, w pewnym sensie, wpływają na rozwój gospodarczy naszego kraju. Dlatego też będę wdzięczny, jak ktoś mi wytłumaczy i odpowie sensownie na pytanie:

Jak to jest z tą naszą demokracją i wyborami?

W Polsce uprawnionych do głosowania jest 30 534 948 osób, z czego zagłosowało 50,92%, czyli coś około 15 550 000. Tak swoją drogą, tym co nie poszli głosować i nie mają sensownego usprawiedliwienia, to powinni zabrać możliwość głosowania w dalszych wyborach, albo nałożyć jakieś finansowe kary, jak np. w Holandii. Skoro jest demokracja, którą tak wszyscy wychwalamy i stosujemy jako uniwersalny wytrych do wszelkich strajków, marszów, pikiet i innych protestów, to nauczmy się z niej korzystać. Szanujmy ją i należycie ją wykorzystujmy – a nie taka parodia jaka jest teraz. Nie idziesz na wybory, to siedź cicho i nie marudź jak nie podoba Ci się zarządzanie krajem, które ktoś inny wybrał za Ciebie (tak tak – wyraziłeś na to zgodę, nie oddając swojego głosu). Jesteś przeciwnikiem tego systemu i chcesz to pokazać? To pójdź na wybory, oddaj nieważny głos, napisz co tam chcesz na karcie głosowania, ale pójdź. Tylko wtedy ktoś się dowie, że jesteś przeciwnikiem takiego systemu i liczba w postaci kilkudziesięciu procent nieważnych głosów da do myślenia. W innym przypadku nic nie zmieniasz – pokazujesz jedynie, że masz to gdzieś, czyli godzisz się na sytuację, jaką wybiorą inni.

Jak widać, mamy połowę narodu, która chce wyrazić swoje zdanie i mieć wpływ na losy kraju oraz niedouczoną demokratycznie połowę, której jest to wszystko obojętne. Urodzili się zapewne w dobrobycie i nie mają pojęcia jak to było kiedyś i z czego wynikają pewne zależności. Prosta kalkulacja – połowa narodu decyduje za drugą połowę, jak będą żyć. Ciekawe czy na takich samych warunkach godzą się pracować – np. połowa pracowników decyduje o wynagrodzeniach, godzinach pracy czy premiach drugiej połowy – myślę, że mobilizacja byłaby znacznie większa.

Ale frekwencja to pikuś. Fakt, że wpływa na finalny wynik wyborów, jednakże jest to indywidualna sprawa każdego obywatela, a nie jakiś dziwny ustawowy zapis. Zastanawia mnie inna rzecz.

Czemu o posłach zasiadających w sejmie decyduje to, do której partii należą, a nie to ile faktycznie uzyskali głosów? Indywidualnie!

Czemu? Przecież to jest krzywdzące i niedemokratyczne zarówno dla poszczególnych kandydatów, jak i dla obywateli, którzy oddali na nich swój głos. Jak może tak być, że przez to, że partia nie przekroczyła jakiegoś bzdurnego progu wyborczego (co to w ogóle jest i na co komu potrzebne?), to kandydaci startujący z ich list pomimo uzyskanych odpowiednich wyników nie zasiądą w ławach, a na ich miejsce wejdą kandydaci ze znacznie gorszymi wynikami, ale należący do pozostałych partii przekraczających próg wyborczy? Gdzie tu sprawiedliwość, jakikolwiek sens i logika?

Doszliśmy do sytuacji, że posłowie, którzy uzyskali kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy głosów (takie mają poparcie) nie będą w sejmie, zaś na ich miejsce wejdą jakieś partyjne nieznane nikomu lizusy, które zebrały tyle głosów, co można znaleźć klientów w osiedlowym sklepiku. Paranoja.

Jak przy takim systemie ma się cokolwiek zmienić, jeśli pomimo głosowania na konkretne osoby i uzyskania przez nie super wyników, i tak nie dostaną się one do sejmu, bo przegrają z siłą jakiejś partii, która sumarycznie przekroczyła próg wyborczy. Przecież to jawne oszukiwanie obywateli. Jak w takiej sytuacji do sejmu może startować jakiś niezależny obywatel? Nie może! Siłą rzeczy musi przystąpić do którejś z partii, zgrupowania czy ruchu (opcjonalnie założyć nową), aby w ogóle mieć jakąkolwiek minimalną szansę wygranej. Tylko, że w takim przypadku wszystkie negatywne i pozytywne skojarzenia z partią przechodzą na tę osobę – co jest nie fair, bo chce ona repreznetować własny program i własne wartości, a nie być utożsamiana z kimś innym.

Powinniśmy głosować na ludzi!

Tak – powinniśmy głosować tylko na ludzi. Partia w momencie głosowania i przydzielania mandatów w ogóle nie powinna być brana pod uwagę. Powinna być jedna lista, wszyscy startujący w wyborach powinni pojawić się na niej alfabetycznie i jedynie przy nazwisku powinna znaleźć się informacja o tym, z której partii ta osoba staruje. Uniknie się psychologicznych i marketingowych zagrywek w postaci faworyzowania którejś z partii poprzez lokowanie ich kandydatów na pierwszej, drugiej czy dziesiątej stronie formularza. Wszystko równo i sprawiedliwie – jedna strona, jedna lista, sort alfabetyczny.

Taki mix partyjny spowoduje znacznie bardziej sprawiedliwe oddawanie głosów i ułatwi zliczanie (nie mówiąc już o oszczędności na druku kart do głosowania – 30 534 948 formularzy * ponad 10 stron, tylko po to, żeby później to wyrzucić… gdzie tu optymalizacja i oszczędność publicznych pieniędzy. Setki ton papieru i drzew bezmyślnie zmarnowane). Później proste zliczenie głosów, ułożenie kandydatów wg. liczby otrzymanych głosów i takie przydzielenie miejsc w parlamencie. Przynajmniej ludzie nie będą czuć się oszukani, że kandydaci na których głosowali nie dostali się do sejmu pomimo uzyskanej odpowiedniej liczby głosów. Ba! Dodatkowo można sobie indywidualnie "rozliczać" swojego kandydata z jego obietnic przedwyborczych – przynajmniej jest jakieś psychologiczne usprawiedliwienie swojej decyzji wyborczej i nie ma rozmycia odpowiedzialności.

W chwili obecnej niestety, ale w Polsce nie mamy demokracji tylko prawo większego i silniejszego. Wybory to jedynie mit, który próbuje nam dać wrażenie, że mamy jakiś wpływ na to co się dzieje. A jak widać – nie mamy. Pojedynczy kandydaci, wybitni eksperci, wizjonerzy oraz osoby z super pomysłami, chęcią do zmian i poprawy kraju nie mają szans dostać się do sejmu, bo pomimo uzyskania odpowiedniego poparcia przegrywają ze znacznie gorszymi osobami, które prześlizgują się jedynie z uwagi na swoją przynależność partyjną. Przez taką sytuację stanowiska obstawiane są „swoimi” ludźmi i efekt demokracji zanika – pojawia się kolesiostwo i podejmowanie decyzji pod partię, a nie pod wyborców...

A jak tak nie jest, to niech mnie ktoś z błędu wyprowadzi…

I jeszcze na koniec. Co to w ogóle za pomysł, aby osoby na emigracji miały prawo głosu odnośnie tego co się dzieje w kraju, który opuściły? A już w szczególności te, które siedzą za granicą kilkanaście lat. Chcą głosować na rzecz swojej ojczyzny, to niech się choć trochę pofatygują i tu przylecą. Niech oddadzą głos na miejscu, a nie decydują w imieniu osób, które tu żyją. Może wtedy zobaczą jak ten kraj się zmienił w stosunku do czasów, w którym go opuściły, a nie karmią swoje głowy tym co było kiedyś lub pokazuje się w telewizji.

Wybory są raz na kilka lat – skoro ktoś już czuje się takim demokratą i patriotą, to niech zaplanuje sobie czas tak, aby w ten jeden dzień być na miejscu i zagłosować w swojej ojczyźnie. OK – rozumiem, że są osoby, które w tym czasie mają wyjazdy służbowe lub wakacje, a nie emigrują z kraju by pracować na rzecz innego i zasilać jego budżet. Skoro wiedzą to z wyprzedzeniem, niech zgłoszą w Polsce (tak, w swoim kraju, a nie obcym) przed wyjazdem chęć głosowania za granicą i wtedy w odpowiednim urzędzie w danym kraju będą mogli oddać swój głos. Proste i sprawiedliwe.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#yoga#park#Rainbow#stan gry#cancun#delfiny#lenovo#polska#wojsko#Rainbow Tours#ślub#mystery shopper#postanowienia#marketing#Phitsanulok#agadir#instynkt#ślub na Zanzibarze#Itaka#Holandia